Diana Vreeland. “Życie jest spektaklem”. Historia niedopowiedziana.

0Gru-05-20

Diana Vreeland wypromowała Twiggy, Monolo Blahnikowi poleciła projektowanie butów, przyjaźniła się z Coco Chanel, stylizowała Jacqueline Kennedy. Dawała ludziom nie to, czego chcą, ale to, czego jeszcze nie wiedzieli, że pragną. Poprzedniczka Anny Wintour, Diana Vreeland swoją legendę tworzyła ponad 50 lat, kierując działem mody Harper’s Bazaar a następnie amerykańską edycją Vogue’a. Uznawana jest za jedną z najważniejszych postaci mody XX wieku.

Dopiero 22. lata po jej śmierci powstał film dokumentalny „Diana Vreeland: The Eye Has to Travel”. Stworzony przez żonę jej wnuka, ten przezabawny obraz pokazuje dokonania, życie oraz twórczość redaktorki słynącej z niesłychanego poczucia humoru. Wnikliwie wkracza w każdą sferę jej życia, co sprawia, że widz lubi ją jeszcze bardziej. Chronologicznie przedstawia jej historię – od dzieciństwa aż po upadek kariery.

Jako panienka z zamożnej rodziny, jak twierdziła, brzydsza z dwóch córek pięknej matki, wiedziała, że kanony urody z początku XX w. nie dają jej wielkich szans na sukces towarzyski. Dlatego jako nastolatka miała obsesję na punkcie wyglądu, który starała się naprawić niekonwencjonalnymi metodami, na przykład spała na świeżym powietrzu, chodziła na długie spacery albo dwie godziny dziennie tańczyła w odświętnym kostiumie. W ten sposób nauczyła się, że piękno to stan umysłu – sposób życia, który można wypracować samemu. Przy okazji przekonała się, że ma do tego talent. Była towarzyska, uwielbiała podróże i modę. Wkrótce charakterystyczna uroda stała się jej atutem, siłę czerpała z autokreacji.

W wieku 21 lat wyszła za wpływowego finansistę i dla dobra kariery męża z Nowego Jorku przeprowadziła się do Londynu. Europa przełomu lat dwudziestych i trzydziestych okazała się dla niej wspaniałym miejscem na ziemi. Spędzała czas z brytyjską arystokracją, została nawet przedstawiona królowej. Regularnie jeździła do Paryża na zakupy oraz by nawiązać nowe znajomości wśród francuskich projektantów.

Rozmach i fantazja niosły ją daleko, ale rzeczywistość była nieco bardziej przyziemna. Diana Vreeland żyła wśród bogatych ludzi, ale sama nie była aż tak zamożna. Chcąc jednak utrzymać dotychczasowy status, zaczęła pracować. Na początku był to mały butik z bielizną. Z żony przy mężu, Diana stała się praktyczną Amerykanką, niezależną kobietą pracującą.
Nadzorowała cały proces powstawania oryginalnych akcesoriów. Szybko przyciągnęła do sklepu milionerki a dzięki naprawdę niesamowitemu wyczuciu smaku i trendów, odniosła pierwszy sukces na wymagającym rynku mody.

Prawdziwą karierę w branży Diana rozpoczęła kilka lat później, już po powrocie do Nowego Jorku. Miała 33 lata, nastoletnich synów, kiedy swoim stylem, a konkretnie koronkową suknią Chanel z bolerkiem i różą we włosach, zwróciła uwagę Carmel Snow. Redaktorka naczelna amerykańskiego „Haarper’s Bazaar” mawiała, że „elegancja to dobry smak plus odrobina brawury”. To zdanie idealnie charakteryzowało Vreeland, która wkrótce prowadziła w wydawnictwie swoją rubrykę. W felietonach pytała „Dlaczego by nie…”  i uruchamiała wyobraźnię czytelniczek, pokazując życie wyższych sfer z przymrużeniem oka. Swobodny język i poczucie humoru spodobały się odbiorcom. Diana była związana z redakcją przez 24 lata. Była redaktorką mody i stylistką. Zawsze zaangażowana, charyzmatyczna i wizjonerska. Współpracowała z fotografami po partnersku – wykłócała się o detale, podglądała kadry. To była w tym czasie zupełna nowość.

Jej talent doceniła Jacqueline Kennedy, która wiedziała, że przy pomocy mody może wzmocnić to, co ma do powiedzenia światu. Poprosiła więc Dianę Vreeland o pomoc w stworzeniu jej nowego wizerunku. Perfekcyjnie skrojone sukienki i płaszcze, dekolty w łódkę i toczki wyrażały spokój i harmonię, skromność i wyrafinowanie. Tak powstał style Jacqueline Kennedy – pierwszej damy nowoczesnej Ameryki.

W wieku 59 lat Diana zamiast iść na emeryturę zjawiła się w redakcji amerykańskiego „Vogue’a” i również tu zaczęła wprowadzać własne porządki. Gdy świat obiegła wieść o samobójstwie Marilyn Monroe, gotowy był akurat do druku numer magazynu z materiałem o gwieździe. Ówczesna redaktor naczelna chciała wycofać nakład, jednak Diana uważała, że magazyn powinien się ukazać, jako hołd dla aktorki. Wydawca przyznał jej rację i chwilę później zaproponował Dianie stanowisko redaktor naczelnej. Miała podnieść sprzedaż magazynu i tchnąć ducha nowoczesności. I wtedy zaczęła się prawdziwa rewolucja.

Wcześniej portrety bohaterek – kobiet z towarzystwa – zawsze były czarno-białe. Diana wprowadziła kolor, dużo koloru a na dodatek dopuściła do głosu młodych przedstawicieli pokolenia. Jej prawą ręką została młoda redaktorka Grace Mirabella.

Diana Vreeland promowała amerykańską modę, a jednocześnie realizowała materiały w najodleglejszych zakątkach świata. Bajkowe reportaże były dla czytelników „Vogue’a” oknem na świat. W świecie też fotografowano modę. Sesje Richarda Avedona, Irvinga Penna czy Henry Clarke’a odbywały się w Syrii, Jordanii albo Meksyku i wychodziły daleko poza dotychczasową konwencję. W jednym z edytoriali twarz Veruschki oplatał geometryczny krąg warkoczy, a sylwetkę w krajobrazie spowijał materiał zmieniający modelkę w abstrakcyjną rzeźbę. Redakcja doskonale wyczuła „Youthquake”, czyli młodą energię, która zatrzęsła rzeczywistością lat 60., na zawsze odmieniając dostępność mody, obyczajowość i estetykę.

Vreeland stawiała na nowe twarze, jej odkryciem i modową fascynacją stały się młode Penelope Tree czy Edie Sedgwick, którym jako redaktorka naczelna otworzyła drogę do wielkiej kariery. W „Vogue’u” gościła też często inna słynna modelka tamtych lat – Twiggy.

W latach 70tych Vreeland rozstała się z pismem i została konsultantką w oddziale ubioru nowojorskiego MET. Nie była historyczką sztuki, ale Modę XX w. znała z doświadczenia. Do swojej pierwszej wystawy o twórczości Christobala Balenciagi podeszła jak do sesji modowych. Stylizowała eksponaty zamiast pokazywać jak neutralne obiekty. Realistyczne manekiny wymieniała na geometryczne. Tłumacząc, że muzeum nie może wyglądać jak dom towarowy.

Wykorzystywała swoje kontakty, żeby ściągać z Europy najcenniejsze stroje. Wreszcie w 1973 r. z okazji otwarcia wystawy „The World of Balenciaga” zrobiła wydarzenie sezonu, zapraszając śmietankę towarzyską z Andym Warholem na czele. Po tym swoistym przedstawieniu zebrała mnóstwo pozytywnych recenzji, przyciągnęła tłumy, a następnie zorganizowała kolejnych 11 wystaw.

Prawie 50 lat pracy w branży mody opisała w autobiografii zatytułowanej jak monogram na luksusowym jedwabnym szlafroku „D.V”. Książka ukazała się w 1984 r., pięć lat przed śmiercią Vreeland.

Diana Vreeland zapisała się w historii jako ekscentryczka i wizjonerka. Jej konsekwentny wizerunek Indianki z mocno zarysowanym nosem, malowanymi na różowo policzkami i etniczną biżuterią oddawał to, co ceniła najbardziej – szczerość i wolność kreacji. „Życie jest spektaklem” – napisała. Swoją rolę w tym widowisku stworzyła perfekcyjnie.

Dopiero 22. lata po jej śmierci powstał film dokumentalny „Diana Vreeland: The Eye Has to Travel”. Stworzony przez żonę jej wnuka, ten przezabawny obraz pokazuje dokonania, życie oraz twórczość redaktorki słynącej z niesłychanego poczucia humoru. Wnikliwie wkracza w każdą sferę jej życia, co sprawia, że widz lubi ją jeszcze bardziej. Chronologicznie przedstawia jej historię – od dzieciństwa aż po upadek kariery.

Dokument, który zadebiutował w 2012 roku a w Polsce dopiero podczas drugiej edycji Warsaw Fashion Film Festival, został uhonorowany wieloma zasłużonymi nagrodami. I zgodnie z zasadą wyznawaną przez Vreeland, że oczy muszą podróżować jest taką właśnie niezwykłą podróżą, której ona jest przewodnikiem. To zapis archiwalnych rozmów redaktorki oraz jej bliskich przyjaciół, które pokazują, że nigdy nie straciła dystansu do siebie i świata. Miała wizję mody, jakiej nikt przed nią i po niej nie miał.

MIA

Cart
  • No products in the cart.